„ Najbardziej boję się tego, że córka w końcu  przyjdzie do mnie  z pytaniem: dlaczego, skoro ojciec cię okłamuje i w ogóle zachowuje się tak, jak się zachowuje, wciąż z nim jesteś? To trudne pytanie. Trudno mi na nie odpowiedzieć nawet sobie. Oczywiście go kocham i jest fantastycznym ojcem. Jest dobrym człowiekiem pod bardzo wieloma względami. Nasza córka go uwielbia. Syn jest trochę bardziej zdystansowany; ogólnie mówiąc, nie czuje się zbyt swobodnie w otoczeniu mężczyzn. Boję się, jak córka zareaguje na odkrycie, że tata nie jest doskonały. Boję się także tego, że dostanie ode mnie  sygnał, iż nie ma nic złego w utrzymywaniu związku z  kimś, kto  cię okłamuje, pije  i traktuje gorzej, niż na to zasługujesz. W sumie  teraz wydaje mi się , że właśnie tak robiła moja matka.

Tak bardzo chcę, żeby łańcuch pokoleń współuzależnionych kobiet w mojej rodzinie przerwał się na mnie i żeby moja córka była tak zdrowa emocjonalnie, jak to możliwe, i mój syn rzecz jasna też. Trudniej jest mi wyobrazić sobie, jak to wszystko będzie w tym momencie wpływać na męża. Naturalnie najlepiej umiem postawić się w sytuacji córki. Pamiętam, jak czytałam, że kiedy chłopcy zaczynają uczyć się zachowań względem kobiet, z którymi wchodzą w bliższą relację, często opierają się na tym, jak ojciec traktował ich matkę.

Od jakiegoś czasu   pracuje nad swoim zdrowieniem. Na początku trudno było mi  zaakceptować fakt, że to nie stało się przeze mnie, nie mogę tego naprawić, nie mam nad tym kontroli, że  w ogóle nie mam kontroli nad wieloma sprawami,  nauczyć się odpuszczać tę sprawę, zaprzestać prób kontrolowania wszystkiego i wszystkich. W tamtym czasie nie potrafiłam sobie wyobrazić, jakby to miało być. Byłam przekonana, że jedynie dzięki sprawowaniu kontroli moje życie i życie wszystkich wokół mnie wciąż się nie zawaliło i pozostajemy przy zdrowych zmysłach. Ale w końcu dotarło do mnie, że kiedy to sobie odpuszczę i zacznę się troszczyć o siebie, wszystko inne i wszyscy inni w taki czy inny sposób też zatroszczą się o siebie, i że to jest w porządku. Sprawy nie zawsze toczyły się w taki sposób, w jaki toczyłyby się, gdybym miała nad nimi kontrolę, ale cóż to była za ulga, gdy wreszcie zdołałam odgraniczyć swoje życie w tym  swoje powinności od życia i powinności wszystkich pozostałych! Dawniej naprawdę nie umiałam tego odróżnić. Jeśli ktokolwiek miał kłopoty, do mnie należało ich rozwiązanie. Proste i jasne. Ola, na pomoc! To się skończyło.
Muszę to robić, bo wiem, że pasuję do wzorca „dorosłej córki alkoholików”. Kiedyś nałogowo próbowałam ratować także resztę swojej rodziny – moich trzech braci, którzy są uzależnieni od używek i alkoholu, i moja matkę, która oczywiście była silnie współuzależniona z moim ojcem. Gdy wszyscy byliśmy już dorośli, rodzice w końcu wzięli rozwód, a ojciec zmarł zaledwie kilka lat później, sam w swoim mieszkaniu, na choroby wywołane wieloletnim nadużywaniem alkoholu i paleniem papierosów.
Myślę, że moja matka czuje się trochę rozczarowana z powodu nauki, jaką wynoszę  z procesu zdrowienia. Wzburza ją, kiedy mówię, że moi bracia powinni wreszcie stanąć na nogi, bo nie uważam, żebym miała obowiązek opiekować się nimi, gdy zabraknie im opieki z jej strony. Nie będę ich niańczyła i ułatwiała im dalszego picia i ćpania. Ona oczywiście nie widzi tego w ten sposób. Jej zdaniem jest dla nich zbyt surowa i w ogóle jak można tak traktować swoja najbliższą rodzinę? Ale oni muszą na pewnym etapie życia nauczyć się sami troszczyć się o siebie. Nie mam obowiązku ich w tym wyręczać.

Wciąż zmagam się z tym, co serwuje mi życie, ale wiem, że radzę sobie znacznie lepiej niż dziesięć lat temu i że będę dalej zdrowiała, więc za dziesięć lat będę sobie radzić jeszcze lepiej”

„Wyrosnąć z DDA. Wsparcie dla dorosłych córek alkoholików”R.J.Ackerman